Tuesday, November 21, 2017

Scalps of the Darkness



1

Skalpy ciemności. Polska odpowiedź
na Jądro ciemności. Znamienny spo-
sób przezwyciężenia atawizmu. Kar-
paty nocy. Czarna Hańcza wszelkiej

                *

pomroki.

                               2

Stawiam przy nieuchylonym jeszcze
oknie siwak, który wypełniam gorą-
cymi kamieniami. Wzdłuż muru ber-
lińskiego klasycznej literatury: oszo-

                *

łomieni

                               3

biegną na drugi brzeg Conrad o twa-
rzy Charlesa Mansona oraz Manson
o twarzy Josepha Conrada. Och, nic
by się nie zdarzyło. Tak samo, jak i

                 *

wtedy

                               4

kiedy ja z twarzą Sienkiewicza zo-
baczyłbym jego z ręką uwięzioną w
prodiżu arcypowieści z moją twarzą.
Cóż, nauczyłbym się kochać twarz

                *

Mansona.

                               5

Nie mówiłbym sobie nocą – ni nie
przyganiał sobie i jemu: człowiek
o twarzy Mansona napisał Lorda
Jima. Nie krzyczałbym – uciekaj-

                *

cie: Manson

                               6

z załogi Narcyza. Widzisz, raz na
jakiś czas zaciskam oczy – znika
Conrad Polak-Anglik, znikają hi-
storie ludzi, a rozwiera się krater


                #

wulkanu.

21.11.2017

Saturday, October 21, 2017

W dniu wielkiej reformy




1

W dniu wielkiej reformy nad kwiatem nasturcji
zawisa wielki, nierozumowy ciężar. Podnosimy
się z łóżek i zaczynamy ze zdumieniem pojmo-
wać – ja, parę najbliższych mojemu sercu osób,
młodych historyków, teoretyków literatury, je-
den komparatysta, któremu całkowicie ufam –
że zostaliśmy wybrani omyłkowo, że dzieje li-
teratury to rodzaj nieprzerwanej, różnokierun-
kowej audycji, blikująco-iskrzącego się webi-
narium, nieprotokołowanej konferencji inter-
netowej, w której czatach uczestniczymy do
  
                2

śmierci. Czatuję w jednym pomieszczeniu z
Michałem Głowińskim, Krystyną Rutą-Rut-
kowską. Jest tutaj jeszcze kilku zmożonych
czuwaniem doktorantów: wszyscy pogubie-
ni i nieruchomi we śnie – na nachodzących
na siebie, przechodzących w siebie tratwach
kilku karimat. W kamerach internetowych
nad nami Ian Watt, wybitny badacz Conra-
da: nagość badacza, instrument snu, przeda-
wkowanie lekarstw. Widząc nagiego Watta,

3

myślę o rozsypanych w puzzle doktorantach
niepasujących do siebie: i choćby się otwar-
li, związali – paznokieć podważa paznokieć,
znieważa rękę do ręki. Kto powie im, że to
Krystyna jest pierwszą kobietą, która stanę-
ła na Księżycu literaturoznawstwa, że kiedy
Michał nie widzi, upuszcza własną książkę,
pierwszy potrójny tulup po 2000 roku i ma-
suje gardło (nowotwór, zamieć w jej głosie)?
Kto powie im na głos, że to Theresa Wald

                4

i nie należy jej zbywać milczeniem epidia-
skopów, tym bardziej że umiera? W dniu
wielkiej reformy nad frontonem wydziału
zawisa płachta – serce późniejszego, polo-
nistycznego kina „Motyl”. Gramy w poś-
piechu Ben Hura dla kilku młodych ade-
ptów. Kobieta grająca Flawię – cierpiący
na depresję, wybitny dialektolog – mówi
z takim przejęciem, jakby recytowała z
zapasowej czaszki ogłoszonej na ustach.

21.10.2017

Tuesday, October 3, 2017

Lapsus memoriae



1

Czy mógłbym pisać po narkotyku? Rzecz
w tym, że słowo przerasta wszystkie swo-
je fluidy, nawet wtedy gdy płynem jak gę-
stym snem zostało wypełnione od środka.

2

Czy mógłbym śpiewać po gorzkim alkalo-
idzie? Rzecz w tym, że Vendal Retard plą-
cze język jak najpośledniejszy opiat, na co
mi niedokończone opowiadanie w śniegu?

3

Ani tu – ani tam. Z kilkoma synonimami
diabła i jedną rogatą sferą Alexandra wio-
dącą po swoich zabłoconych śladach od
burzy majowej do wrześniowej śnieżycy.


4

Czy mógłbym pisać po narkotyku? Rzecz
i w tym, że bezbarwny, błyszczący słupek
kilku izometrycznych zestawień, o którym
mówisz: „strofa”, nie idzie w proch z dnia

                *

na dzień.

5

Czy mógłbym śpiewać po gorzkim alkalo-
idzie? Rzecz i w tym, że ciskany głową o
krawędź basenu (a poeta-prorok we mnie
ubija aż na pył głowę poecie-koneserowi)

&

nie rozprószę jabłka
z nieartykułowalnej  

                *

jabłoni.

3.10.2017

Friday, September 29, 2017

Smutek w kajdankach




1

Miłość powraca. Świat przebywający w jej cieniu
dłużej niż powinien – kapituluje w znaczeniu reli-
gijnym. Mistyczna upadłość naszych domów spo-
tkań, przedstawicielstw zmienia także i nas. Prze-
stajemy należeć do siebie, a nasze doświadczenie
podlega korekcie, zostaje przewieszone do dłoni,
które nami – podobno dość umiejętnie – operują.

2

Miłość powraca. Dziewczynka uderzona harpu-
nem zmartwychwstaje jako kobieta. Klatka pie-
rsiowa wygięta uderzeniem wysuwa kuliste pie-
rsi na płaską do tej pory powierzchnię. Boże, i-
le piękna spod pelisy, o której myśleliśmy – nie
zakwitnie, nigdy nie zakwitnie. To chyba Sipiń-

3

ska. Tak. Miłość powraca. Dobrze dobrana, spo-
kojnie wyhodowana przylaszczka słowa potrafi
stawić opór niejednej muchołówce, żenlisei, rosi-
czce. Fantazjuję. Wyobrażam sobie, że jestem w
1905 roku jedną z dwudziestu dziewięciu prosty-
tutek uwięzionych w trakcie pogromu alfonsów.

                *

Nie wychodzę z pokoju.
Nie unoszę się z krzesła.
Smutek w kajdankach.

25.09.2017