Thursday, December 21, 2017

Wrażenie: ginę w kosmosie


1

Zgubiłem dzwoneczek. Nie mam, czym przywoływać
moich studentów. Pierzchają jak ptaki, pozostawiając
mnie na wyślizganym od krwi Krzyżanowskiego par-
kiecie. Do cholery, i czemu nie wybijałeś tych desek,
kiedy był na to czas – krzyczę do zdezorientowanego
przyjaciela, który poprzedniej nocy pocałował mnie
w usta, czytając dwie księgi stepu – prawie że naraz:

obraz pod obraz.

2

Zgubiłem kwiatuszek. Nie wiem, jak wprowadzić ich
w dorosłość za pomocą kaprawych wektorów. Podło-
ga Krzyżanowskiego – nagrzewa się od młodzieńczej
gorączki i jeszcze nie rozstrzygniemy – wszystko eks-
ploduje? Pogubiłem dzwoneczek, a co jest tu chyba –
najgorsze, chyba – najżałośniejsze, pogubiłem z kwia-
tuszkiem, który był symbolem: czytelności ich losów.

3

Na parkiecie Krzyżanowskiego dzwoneczek wybiłby
otwór, mały, przysieczny otworek, przez który to dla
kwiatuszka płynęłoby nowe powietrze, tlen czystszy
niż tlen ich depresji, niż azot przygnębienia. Ale zgu-
biłem dzwoneczek, no i zgubiłem kwiatuszek. Stude-
nci, których straciłem, wołają mnie wieczorami z po-
larnych odległości. Historie krótkie jak mgnienie (tak,

                *

patrzę na ich cierpienie). Historie czarnych trąbek,
paroksyzm z perypetii poplątanych ze sobą na mo-
rzach białego cierpienia.  

4

Zdaje mi się, że patrzę, naprawdę wiernie, na dzieje
białego cierpienia przez ustnik czarnej trąbki. Lizak
pseudonimu Eleuter, a nawet cukierek ziołowy daw-
nej fascynacji fowizmem: wszystko wylądowało co
do sztuki pod wydmami archiwum, na podmokłym
gruncie nieschnącej rosy ognia. Miękka rana czasu.
Wrażenie: ginę w kosmosie. Może i tysiące mil od

                *

literackiego Colorado Springs wy-
jmuję z ust umierającej studentki

kulę dyskotekową, 
kulę dyskotekową.

21-22.12.2017

No comments: