Thursday, June 23, 2011

Genesis


Ta ścieżka już się skończyła. To prawda: wielu umarło,
zanim dotarli do kraju, w którym studium odmieniało
ciała ludzkie. Nikomu nie zawinili – zdumiewało mnie
to, ile przemian znieść mogli w imię swoich nauczycieli,
ich pism i traktatów. Logicy, filozofowie, mistycy –

a wystarczyłby jeden szyfr, jedna przysięga,
jedno poczęcie. Ze zwykłej kobiety, rodzącej
w szpitalu na Pawiaku, w czterdziestym trzecim.
Zrównanej ze zwierzęciem, spokojnej lub szalonej.
Tym byłoby credo, i z tej fantazji rosłaby hostia.

Z niej domy świętych i pola przeklętych. Tabor,
Hakeldama. Nowy czas i początek – into each life
some rain must fall
. Nie trzeba było niczego więcej
poza owocem zawiniętym w brudną koszulę
i strachem ciepłym jak chleb. Mój ojciec

to zrozumiał i zasadzał ogrody, nawet
gdy kaleczył go nóż do cięcia kwiatów.
Jeśli pozostawiał pokrwawioną obrączkę
w bruździe ziemi, czynił to ukradkiem
i zwlekał z obmyciem. Bo krew na ręku

to krew na wahadle. Obietnicy obrotu
i obietnicy spoczynku nie miesza się
ze sobą.

23.06.2011r.

Wednesday, June 22, 2011

Dormitoria w Warszawie


Koncert grupy Kalimba, recytacja wierszy z tomu „Dormitoria”, dyskusja poświęcona tomikowi oraz rozmowa z autorem – przedstawiamy relację ze spotkania, które odbyło się 15 czerwca w Muzeum Literatury.

Wieczór zorganizowany był z okazji wydania najnowszego tomu wierszy Karola Samsela pt. „Dormitoria” (Wydawnictwo Nowy Świat 2011). Tomik poezji został wydany wraz z płytą grupy Kalimba pt. „Kamienie. Pieśni na pożegnanie”. I to właśnie muzyka z tej płyty wprowadziła nas w klimat wieczoru. Muzycy wystąpili w składzie: Magdalena Harasimowicz (pianino, gitara, śpiew, recytacja), Maciej Grątkowski (śpiew), Łukasz Moksa (instrumenty perkusyjne, kalimba, recytacja), Mateusz Wysocki (bas, gitara, instrumenty perkusyjne) oraz Łukasz Dudek (gitara elektryczna). Wraz z zespołem wystąpił również Karol Samsel, który recytował teksty.

Muzycy zaprezentowali około godzinny repertuar, często zmieniając tempo, niekiedy wymieniając się instrumentami. Na uwagę zasługuje instrument, od którego grupa wzięła swą nazwę – kalimba to niewielkie drewniane pudło rezonansowe, wyposażone w dwa rzędy blaszek. Na kalimbie gra się palcami, szarpiąc odstające blaszki. Instrument posiada charakterystyczne brzmienie. Podczas koncertu mogliśmy się o tym przekonać: Łukasz Moksa na kalimbie prowadził bowiem główną linię melodyczną w niektórych utworach grupy.


W drugiej części wieczoru odbyła się dyskusja. O tomie wierszy „Dormitoria” rozmawiali z autorem Zdzisław Tadeusz Łączkowski oraz Anna Lis. Wiersze recytował Andrzej Ferenc.


Zdjęcia: Anna Kowalska ML.

Koncert grupy "Kalimba" i promocja wierszy Karola Samsela

Wednesday, June 8, 2011

Dormitoria w Muzeum Literatury


Zapraszam Państwa na wieczór promujący tom wierszy pt. Dormitoria oraz na koncert zespołu Kalimba, którego płyta Kamienie - Pieśni na pożegnanie. Dormitoria towarzyszy wydaniu tego tomu.

W spotkaniu udział wezmą:

Zdzisław Tadeusz Łączkowski – wstęp krytyczny,
Anna Lis – słowo czytelnika.

Wiersze przeczyta Andrzej Ferenc.

Zespół Kalimba w składzie:

Magdalena Harasimowicz – muzyka, aranżacje, pianino, gitara, śpiew, recytacja.
Maciej Grątkowski – śpiew.
Łukasz Moksa – instrumenty perkusyjne, kalimba, recytacja.
Karol Samsel – teksty, recytacja.

Gościnnie:

Mateusz Wysocki – bas, gitara, instrumenty perkusyjne.
Łukasz Dudek – gitara elektryczna.

15 czerwca (środa) 2011 r., godz. 18.00,
Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza,
Rynek Starego Miasta 20 w Warszawie.

Strona Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza

Friday, June 3, 2011

Klasycyści już nie powrócą


Dawid Jung: Powiedziałeś kiedyś: "Urodziłem się w roku eksplozji wahadłowca Challenger. Nie jestem znakiem czasu ani centrum świata. Szukam takiego znaku, szukam takiego centrum". Czy szukanie centrum przez poetę jest tym samym co szukanie centrum przez filozofa? Która natura w Tobie jest silniejsza?

Karol Samsel: Zawsze wydawało mi się, że choć poezja i filozofia wynikają z siebie i siebie wzajemnie motywują, to żyją na archipelagach języka (jak zapewne powiedziałby Herbertowski Fortynbras). Strona poezji jest stroną miłości i uwodzenia, strona filozofii – przeciwnie – ujawnia się jako strona śmierci i utraty. Pisząc, szukałem takiej proporcji między obydwoma, która doprowadziłaby do odzyskania dawnej równowagi. Do liryzmu. Myślę, że właśnie on jest momentem spotkania poezji i filozofii, miłości i śmierci. Mówiąc zaś „liryzm”, mam na myśli przekonanie o tym, że czułość świata i czułość obrazu filozoficzno-poetyckiego wzajemnie za siebie odpowiadają i się uzasadniają. Przed czyim trybunałem? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć, to stanowi jednak centrum i znak, których w literaturze szukam. Dopóki są niewysłowione, wszystko wydaje się na swoim miejscu. Jest jednak pewna obawa – im częściej zwycięża we mnie natura filozofa (a zdarza się to coraz więcej razy), tym wyraźniej centrum ulega rozbiciu. Rozplatają się wątki, emigrują myśli, a ja coraz częściej milknę przed ekranem laptopa, chcąc pisać. Nie sposób rzeźbić kruszejącym dłutem, ale wierzę w to, że droga literatury jest inna niż droga rzeźby.

D.J.: Klasycyści, barbarzyńcy, może trzecia droga? Czy można przewidzieć model kultury dla XXI wieku?

K.S.: Myślę, że klasycyści już nie powrócą. Także barbarzyńcy nie zdołają przeżyć na nowo swojego renesansu. To, co zwycięży w kulturze XXI wieku, będzie związane z przyznaniem się poezji do swojej niemocy. Wydaje mi się, że konfesja ta pozostanie twórcza, choć przy tym absolutnie niedeklaratywna. Tym różnić się będzie nowa epoka kulturalna od tych poprzednich i od naszej, dla których idea kryzysu wydaje się deklaracją bycia i stanowienia. Innymi słowy, ani pycha klasyków, ani wściekłość barbarzyńców nie spotkają się z uznaniem czytelnika. Czeka bowiem kulturę najwyraźniej rozliczenie ze swoim status quo, w przeciwnym bowiem razie antynomia klasycyzmu i barbarzyństwa, nierozwiązana, ulegnie przesyceniu i w efekcie obezwładni umysły twórców. Czasami mam jednak przeczucie, że historia surowiej obejdzie się z barbarzyńcami niż z klasycystami, których od zawsze – pełnoprawnie lub bezprawnie – ochraniał szklany klosz tradycji literackich.

D.J.: Karolu, Twoim poetyckim autorytetem jest Zbigniew Herbert. Gdzie jeszcze szukasz inspiracji?

K.S.: W szkołach starych, XX-wiecznych mistrzów: Thomasa Stearnsa Eliota, Iosifa Brodskiego, Rainera Marii Rilkego. Teologiczne zapatrywania dzielę między Fiodora Dostojewskiego i Czesława Miłosza. Niezwykle intensywnie przemawiają również do mnie inspiracje filmowe, szczególnie: Ingmar Bergman i Andriej Tarkowski. Dziwnie bliski jest także Tadeusz Nowak.

D.J.: Czy w Twojej ocenie możemy mówić w kontekście najmłodszej poezji polskiej o generacyjności, o wspólnym głosie i programie, czy raczej zalewa nas rozbicie, rozproszenie i brak hierarchii wartości?

K.S.: Zawsze w generacjach ujawnia się coś, co jest dla nich symptomatyczne. Niemcy określali ten wspólny walor mianem Stimmungu, czyli nastroju epoki, który sublimowany jest w twórczości artystycznej. Pytanie o polski Stimmung dziś jest pytaniem nieadekwatnym, wciąż bowiem – jak mi się zdaje – oczekujemy stabilizacji i metamorfozy jakości poetyckich. Coraz częściej mówi się co prawda o retoryce i fenomenologii utraty, ale wydaje się, że jest to kontekst sklecony niejako naprędce z braku literaturoznawczych studiów nad dwudziestoleciem 1990-2010. Jedno jest pewne: coś ważnego dzieje się z poetyckimi dykcjami epickimi, w które kiedyś (jeszcze w l. 70. i 80.) wyposażali się europejscy i polscy poeci, choćby Péter Esterházy i Ryszard Krynicki.

D.J.: Jesteś zwolennikiem czy przeciwnikiem klerkizmu?

K.S.: Przeciwnikiem. Oczywiście, przeciwnikiem po doświadczeniu lektury takich dzieł, jak np. Mefisto Klausa Manna czy Zniewolony umysł Czesława Miłosza. I mimo faktu, że dziś te same wspólnoty polityczne mogą być zarazem utopiami i dystopiami, efemerydami bądź hybrydami, wciąż gdzieś z tyłu głowy łomocze nakaz wiary w etos i w ideał platońsko-arystotelejskiej politei. W tym rozumieniu pojęcia upolitycznienia działalności artystycznej nie widzę niczego niewłaściwego.

D.J.: Na koniec pytanie, które zadaję wszystkim swoim rozmówcom: jeśli jutro miałby umrzeć Karol Samsel – jakim jednym zdaniem chciałby być zapamiętany?

K.S.: Naturalnie – nie potrafię uczciwie, czyli w zgodzie z sobą samym, na to pytanie odpowiedzieć. Doświadczenie śmierci jest tak intymne i unikalne, że nie można go rozciągnąć na jakiekolwiek inne, choćby graniczne doświadczenia egzystencjalne. Być może mój umysł na moment przed śmiercią będzie przypominać białą niezapisaną kartę – jak zapewne twierdziliby XVIII-wieczni empiryści – ale równie prawdopodobne jest to, że przytłaczać go będzie wielość przedmiotów: radości, rozpaczy, niespełnienia. Niewykluczone, że myślałbym wówczas o ironii wiedzy i o nadziei, o niewspółmierności obu jakości ludzkiego poznania. Równie prawdopodobne jest także to, że modliłbym się wtedy słowami kantyku Herberta: Nie zdążę zadośćuczynić tym wszystkim którym wyrządziłem zło dlatego smutna jest moja dusza.

Kwartalnik nr 2/2011

Saturday, May 28, 2011

Kaligram


Bardziej zapewne zależało mu
na moim dziele niż na mojej duszy.


O. J. Tauschinski, Świętokradztwo

nie rozmyślajmy o marku. w nim jednym
sieć pęknięć nie stworzyła mozaiki:
w ostatnim dniu lipca zadławił się tabletkami
nasennymi, a ja miałam klucz do mieszkania.
oto moja trójca, łaskawco: komoda jego matki,
żegnający uśmiech i rozpięta piżama.

czy kiedykolwiek mógł wyglądać mniej groteskowo,
poprzecinany plamami słońca? syn boga mitry,
król świetlisty i tkliwy, ksiądz marek, kobieta-łazarz:
lux divina caecis irradiat, ale uwierz mi, nie było tam
miejsca na czułość. odebrałeś tę przestrzeń. przesunąłeś
kolejność. nie wspomnę dziś marka, proszę, nie pytaj

mnie, jak kobieta kochała mężczyznę. jak nienawidziła.
nie odpowiem: niewiele. niewiele we mnie zasiewu,
prawie nic z ziarna dla ptaków. na ziemi spalonej
od ognisk wszyscy ciebie oskarżają. szemrają
o wiecznym ucisku, o dziele rąk twoich, które
zanurzyłeś we wrzącej wodzie. szczepi ich gniew:

istniejesz do momentu, w którym spełnią wyrok.
nie wiem, kim mógłbyś być jeszcze.
nie czuję tęsknoty.

29.05.2011r.

Pisarze.pl


Poemat tylko miłość wydaje się poematem uwodziciela, jednak uwodzenie w tym utworze przybiera zupełnie inny kształt niż uwodzenia w młodzieńczych prozach Zdzisława Łączkowskiego, choćby w Pięknej Rahab. Kim innym jest już sam uwodzący, czym innym wydaje się uwiedzenie, inaczej też przedstawiony zostaje przedmiot uwiedzeń. Nie chodzi już o pieśń sonetów zaklętą w skale, dla kochanka bowiem wystarczy mała gałązka róży jerychońskiej. Uwodzący, aby stać się uwiedzionym, musi zostać zawiedziony w swoich oczekiwaniach. A rozczarowanie dla uwodziciela – jak twierdził Emile Cioran – musi być oczyszczeniem, odnalezieniem tego, co podmiot poematu, za Michałem Aniołem, nazwie nagim i przejrzystym.

testament i Testament

Sunday, May 22, 2011

Formuły retoryczne - wobec Stefana Chwina


W drugim z serii spotkań pt. Formuły retoryczne udział wziął Stefan Chwin, który przedstawił tezę: Warta uwagi jest tylko taka literatura, która stawia niebezpieczne pytania (teologiczne i inne). Polemikę z pisarzem podjęli: Kamila Pawluś, Jaś Kapela oraz Karol Samsel.

Czym dla Stefana Chwina jest tęsknota za apokryfem i za mitem?
Czy Chrystus i Judasz są dwiema stronami tego samego Ja?
Jak złamać pakt milczenia w literaturze, jeśli literatura jest milczeniem, a być może - kiedyś okaże się również ciemnością?
Czy jest możliwe napisanie w Polsce powieści przeklętej?

Stefan Chwin na temat niebezpiecznych pytań literatury.