Wednesday, May 3, 2017

Autodafe (12)


51

Zakwitają bratki. Rozwielitka w pakamerze słyszy
w fotelu magazynowym suw dopiero co włączone-
go dźwigu. Zza ścian magazynu dźwięk dudnienia
i tokowania na przemian. Tak, przyznaję się do te-
go, dziś – 3 maja 2017 roku postrzegam siebie jak
duchowego banitę. Lecz któż by pomyślał. I któż
by jeszcze w 2017 roku zaprorokował to, że mała
dziewczynka wołana Julia Kristeva dorastająca w
Bułgarii lat 40., rozpowije się we wszechmocną
kobietę, w historię literatury XXII wieku – i że ja

52

będę Romeem. Że na starość – tak jak Abraham
biblijną Sarę, zapłodni ją Polak z Mazowsza. Że
w 2020 roku zabiję Philippe’a Sollersa, ażeby ją,
niespełna osiemdziesięcioletnią poślubić. Wydać
nowe pokolenie literackiemu Izraelowi. Mój Pa-
kameron. Pakameron mojego życia. Sollers sta-
nie się w tej opowieści centralnym ogniwem so-
koła, tak jak Emily Dickinson Tereską od Dzie-
ciątka Jezus amerykańskiej poezji, Elizabeth Bi-
shop Teresą od Krzyża, a Robert Lowell Janem

53

od Krzyża. Co do mnie, zakwitają bratki. Będę
nosił na swoich piersiach medalik z podobizną
Rafała Wojaczka jako Karoliny Kózkówny. A
gdy nadejdzie lato, wypełniony nowokainą po
brzegi, cadillakiem swojego ostatniego zbioru
wierszy Jonestown pokażę Wam Alaskę całej
literackiej telekrainy. A niewielu tam dociera.
A serce gore, jako w starych, bandyckich cza-
sach fukającego Boga. Akwizytor. Owoc sek-
su inkwizytora z pierwszą literą alfabetu. A

54

zresztą – Wojaczek. W dzieciństwie skojarzył
mi się z jakąś bałtycką baśnią o wojaku i diab-
le. Tak niestety już pozostało. Wojaczek zda-
wał się rozdwojony, pisał nawet i z biglem, a
był Wojaczkiem Szwejkiem, miglancem-bru-
natnym nazwiskiem. A kim jestem ja? Samse-
lem Zabłockim na mydle? Kwintesencją męs-
kiej antykoncepcji (jałowe biuro i ciało, jało-
we aplikacje, niezestalony pasek kilku bez-
głośnych idei). Oddział niezdetaszowany i

55

niemnożący się. Kwitną pietruszka i koper,
tlenione wąsiki dum polnych, nocek i pola-
tucha wylatują z kryjówek. Zielone pasem-
ka planety gasną wraz z przyjściem nocy.
Kristeva rani się w palec, a bratek w moich
jelitach pęcznieje w zimną Śnieżkę. A róża
w moim żołądku odpływa w napój cienisty.
Wszystko w Tobie i naraz dla Ciebie. Tłu-
mienność, na oparzeliskach zapobiegliwość,
nieroztargniona przezorność. Wynosisz się

56 ½

nagle z kraju i powracasz do niego z kala-
repą kosmosu, dynią teologii, pestkami po-
ezji i prozy, marchewką starej muzyki. Za-
kwitają buraki, czepek Semiramidy obrasta

                *

uprawnym meszkiem
i wrasta od dołu: dra-

żetka.

3.05.2017

No comments: