Wednesday, April 20, 2011

Tunika


galatea umarła
nie zapytawszy
o tkliwość smak
lub oczekiwanie.

jej pragnienie
by zrodzić księgę
ze świata sanatoriów
przejęło mnie do końca.

zapewne to był błąd -
- coś bezowocnego
lub źle owocującego.
być może próba przejścia

albo myśl przestępcy.
czym różni się studium
od ludzkiej kości
białej jak cukier?

na ile mój demon
odpowie twojemu
jeśli ich zetknę
przy łamaniu chleba?

21.04.2011r.

Sunday, April 10, 2011

Andriej Rublow: opus magnum


Śmierci, śmierć cię czeka.

J. Donne, Sonet X

Tak dalece zmieniony, niepodobny sobie,
nieludzki, niejednaki: ciało w obcym domu,
nie chciałem byś zrozumiał, że ktoś się dokonał
w nas samych tak, jak ojciec. Że ktoś to opowie.

Czyjś ciepły głos jak klangor ptaków padłych w locie
wyśmieje tę elegię, która nas kaleczy,
i stanie sam nade mną, bym jasno złorzeczył,
wysłucha mnie uważnie, piękny od odrodzeń.

Odejdź, proszę, Andrieju, przyniosłem tobie śmierć,
nie należy topielcom kłaść ikony na twarz,
obrazy nie przemyją ciemności, którą przejść

oznacza nie zmartwychwstać, spłonąwszy w drugi blask,
przebacz ten jęk, malarzu, wróć, by oddać Mu cześć
dłonią suchą jak proso, zgiętą w rodzinny strach.

10.04.2011r.

Saturday, March 26, 2011

Andriej Rublow: rebis



Pustka jest jedynym rywalem boga.
Kiedy on mówi, głos rozbija się o nią
i powraca strzaskany.


J. Grosjean, Chwała

Stworzono nas oddzielnie, czerń rozcięto w promień,
grzebano w ciepłych słowach jak martwe przyczyny,
nikt nie wskazywał drogi, zranienia, krainy,
mnie ścigały wyrocznie. Nie zbliżaj się do mnie.

Wybacz, jeśli zbyt wiele oddawałem tobie
uległości niezdolnej prześladować obraz,
nią pożerasz sam siebie, a najczystsze dobro
chce pomścić twoją wierność ikonami w grobie.

Andrieju, niech ten lament cię nie zatrzymuje,
na co Bogu przeźrocza, które plamią oko?
Czy zatrute źrenice są tym, co związuje

źródło, śmierć i zasłonę w owoc albo w topór?
Zabierz deskę, Andrieju, niech nas nie przejmuje
nieludzkie swoją mocą, ludzkie mrące w mroku.

26.03.2011r.

Sunday, March 20, 2011

Andriej Rublow: albedo


powtórzyłeś nienawiść
więc oto i nienawidzę.
umierasz nago na śniegu
perłą przebijam ci oko.

Światło poranka

Plagi jeszcze powrócą, przyjdzie pojednanie
z wszystkim, co powtórzone, co stawiane u drzwi,
stora zimna od dotknięć, skóra gorzka od drwin:
rodzi się syn człowieka, trwa zmierzch w Kanaanie.

Nie będzie żadnych godów, niweczę nadzieję:
jestem hańbą obrazu, nieprzebaczone jest
wieść ikonę ku śmierci, krzykiem przerywać chrzest.
Bądź pochwalon lub wybacz. Cały niech bieleję.

Uwielbiłem, Andrieju, to nieprzeniknienie,
które wiąże języki złym i dobrym duchom.
Andrieju dobrotliwy – co oświeca ziemię,

gdy rzeczy kochających od miłości głuchną?
Zostałem pokochany, mija czas widzenia,
więc mylę krew z osobą i rozjaśniam truchło.

20.03.2011r.

Tuesday, March 15, 2011

Zeszyty Poetyckie


Nie wiem, czy Bartłomiej Majzel, pisząc o Drzazgach i śmiechu, rzeczywiście miał rację. Nie, nie liczy się tu „mięso” ani surowa łąka, w której wydeptuje się fragmenty krzyku. Orliński nie tkwi w beznadziejnym klinczu wyszarpywania słów dla idei przywołania unikatowej opowieści. Orlińskiemu chodzi o traktat, nie o dygresję. O dynamikę, nie zaś o zmienny urywek. Czy Drzazgi i śmiech są w stanie w pełni odzwierciedlić jego intencję? Czy królestwo zmiany nadchodzi? Obawiam się, że znów stanąłem u zbiegu odysei, na cudzej ziemi. I nie wiem, naprawdę nie wiem, w którą stronę skierować wzrok…

Królestwo zmiany

Sunday, March 13, 2011

Andriej Rublow: nigredo


Nie rozumiem tego, co czynię,
bo nie czynię tego, co chcę,
ale to, czego nienawidzę
- to właśnie czynię.


Rz 7, 15

Co sprowadza cię do nas, śpiących po pogrzebie?
Matka właśnie zasnęła nad zeszytem ojca.
Światło ścina jej palce – tak dnieje bez końca
struga wody i śniegu. Ikon zdjęty z siebie.

Co zwiodło cię tu do nas, pachnących żałością,
z czernidłem w marynarce, aniołem i ptakiem?
Na wiele już za późno, łóżko wzdęte ogniem:
dzielę chleby jak piasek i podaję gościom.

Twoje ciało, Andrieju. Linia nakazuje
równać szczątek i ziemię, wbić znak aż do wewnątrz.
Twoje ciało zuchwałe, które przywołujesz,

by drętwiało od łodyg i przelało ciemność,
zostawia ślad na rękach. Bóg twarze splątuje
i rozrywa nad źródłem. Widzi. Nadaremno.

12-13.03.2011r.

Friday, February 25, 2011

Charitas


Pomiędzy niemotą zwierzęcia
a niemotą boga
stoi słowo ludzkie.


H. Broch, Śmierć Wergilego

panie.

uprzątnęliśmy rozsypane ruble.
to, co jeszcze w nim umiera,
jutro zostanie wydobyte
i spalone przed jego sadem.

nie domagał się snu.
rozumiał. jest niewolnikiem
i czym innym śmierć hieny,
śmierć liczby, śmierć jubilera.

ty odszedłbyś inaczej.
on – wrzask i wyznania.
odcięte powieki:
drętwota, antyfony.

grałem kiedyś na harfie
i nie mogłem pojąć,
że bóg nigdy nie miał
względu na osoby.

26.02.2011r.