Saturday, July 21, 2018

Autodafe 2 (9)



Rodzaj estetycznej cieśni

41

Warzywo dzikiego bzu. Ryby ciernistych krzewów w
wichrowych wzgórzach akwarium. Golf na Golgocie:
Golg na Golfocie – smażenie słowa „sportsmenka” w
ciężkiej wodzie słowa „sport”. Wyobrażam sobie sie-
bie jako neandertalczyka, który w samym środku era-
temu paleozoicznego (jak gdyby ordowik miał nigdy
nie przeminąć) spotyka młodego Thomasa Manna sy-
luru. Matka Norwida żywi się w ciąży ostrakoderma-
mi i bez pamięci zakochuje się w ojcu Karola Wojty-
ły za dnia i w nocy przyrządzającym stare wielkoraki

42

i wyrabiającym pigment. Nie nazwę tu niczego rzezią
wołyńską karbonu. Nie miałbym cierpliwości przybli-
żać (przebacz mi, bo nawet tobie) całej paleozoicznej
Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Smołą tego nie le-
ją, a petroformami – nie kreślą. Rzekłbyś, że zdrowo
popierdolona, a chorowała, nieprzenikniona – zleżała
kość w prześcieradło. „Tirem w dom, hondą w twarz,
małym fiatem we włosy” – powiedziałby Eliot, strzą-
sając z głowy łupież zwierzęcy: nóżki łabędzia, mus-
kuły sowy, członek skowronka (Kwartety na ptasi

43

prysznic). Gdyż – co może za pierwszym razem nieź-
le przestraszyć, raz na ruski rok wydarza się: miesiąc
angielski! Henry James strzela, James Herriot – kule
nosi, Joseph Conrad – ginie. Przyzywasz (resztką sił)
pterodaktyla, aby zapytać, gdzie rosną poziomki, ale
słyszysz od razu z ust plateozaura: „tam, gdzie rosną
poziomki, dotrzesz tylko drogą, na której już całkiem
uschnęły sosny syberyjskie”. Wyobrażam sobie, że
jestem półanalfabetą, więc (Bogu niech będą dzięki)
nie rozumiem tych słów, nie przywodzą mnie one do

44

rozpaczy bez utraty nadziei. Virginia Woolf zasłania
własnym ciałem Bridget Jones i tym tylko sposobem
ratuje ją przed śmiercią. Bardzo poważnie raniona, u-
derzona ostrzem trzoneczkowatym w nogę Irena Sol-
ska oddziela – ogniem, mieczem, szparką i perłą: sze-
pty konodontów i krzyki maniraptorów. Na miły Bug
trafiają jednokomórkowe glony-akritarchy, lecz to na
nie mniej drogą Odrę docierają (pierwsza, druga, trze-
cia po przełamanym drzewku bonsai) czarne (jak noc)
małżoraczki: z geochronologicznego jądra ciemności?

45

Czyta się to fatalnie – wiem. Powiem więc – prosto z
mostu: wagarowałem w dniu lekcji bezgranicznej od-
wagi. Wszyscy co do osoby: Mann, jego córka i mat-
ka, jego syn, jego żona, fani i prześladowcy, architek-
ci wizerunku oraz kowale intertekstualnej pół-aureoli,
wszyscy co do osoby ruszyli na Mannowce – ja poje-
chałem do Biłgoraja na wakacje życia z jedną kropel-
perełką krwi w tle. W ceramicznych przyłbicach: oni.
Przyglądali się ranom bielejącym na skórze krokody-
la. W zabytkowym kasku faktu i plotki ja-wąs z Księ-

                *

gi Rodzaju falujący: pół-pejsem
na wietrze. Nie strasz, bo się ze-
srasz – zębiska literatury szczot-
                          kowałem do krwi.

20-21.07.2018