Saturday, May 25, 2013

Pogrzeb w Alpach







Odeszli. Pochłonęło ich rozcięte łono wahadła – żar. „Żar”
Maraia. Piasek perspektywy rzucany na węgiel. Byli zrozpaczeni
i sponiewierani: pod ich kurze nogi wylano butlę wody ognistej.

Prażenie, musowanie – przemiany śluzu w śnieg, dostawy srebra.
Krystalizacja. Zabrakło mnie, Panie, w rzeczach najmniejszych –
– w tych, w których jak w czaszce albo w miednicy mógłbym

umyć twarz. W domu, w chlebie, w łóżku. Dopominałem się
o nie – ja, kamień bijący w herb, wiosenny wytrysk na tarczy
Achillesa. Lecz to pogrzeb w Alpach:

złota elegia w drewnianych łapach ody.
Podziemna aria w jajowodach łąk.
 



25.05.2013

2 comments:

marya said...

To przeraża mnie temat, to zachwyca metafora - takie uczucia budzi we mnie ta poezja.

Grzeh Laskowski said...

Odeszli pozostawiając wspomnienie... ważne by wspomnienia nie zasłoniły potrzeb żyjących.