Monday, August 18, 2014

Babie lato





Ukończyłem bieg.
Ustrzegłem prawdy znaczenia.
Wiersz jest chodzeniem po ogniu.

Zdanie zieje językiem.
Język zieje od  imion:

zgarbiona Teresa Wełmińska
pali w ogrodzie liście. Jej córka
osącza pierś kaczki w miodzie,
sezamie i winie.

Dzwon sztucznej inteligencji
przechodzi zapachem życia –
– niewietrzejącą perfumą.

Nie osądzaj pisarza.
Ocal go od zła.
Tłum larum jego kości
tępo bijących o podium.

Wybijam w tym wierszu
pawlacz i spędzę w nim
każdy poranek –

– ukończyłem dziś bieg.
Ustrzegłem synergii
znaczenia.

16-18.08.2014

Saturday, August 16, 2014

Franciszek Jerzy Powiertowski



Chansonette

1

Trafiłeś tu zbyt późno, aby go opisać.
Z przestrzelonego serca jego wyobraźni
wysunęła się już gałązka umysłu

2

i jest więcej niż pewne, że oglądasz
silos, silos dawnego ciała – klękającą
powierzchnię skierowaną na przewiert.

3

Tym razem poezja zwlekała. Wywinęła
te wargi, lecz były suchsze od ciszy.
Wyświeciła te sutki, starsze od

4

nieba nad nami. Członek – sięgnęła po
członka – członek okazał się kruchszy
niż życie, które mógł zmówić.

5

Wytłukłem ręce tekstem. Wyrwałem
nim nogi ze stawów. I na co łza sitowiu?
Znalazłem to miejsce po czasie,

6

odkryłem ody, pawany.
Widziałem, jak głupi był kreślarz
i ociężały – kopista. Handryczyły się

7

wersy o kielich, o gadżet miłości.
W wazie dymiącej od cierpień
ufna, kwitnąca zasłona

*

mająca nie dożyć dnia.

Kołobrzeg, 16.08.2014

Saturday, August 9, 2014

Dzieci Kościuszki




Witaj w kościele corridy – na rodeo języka.
Zdejmij z siebie ubranie i zmyj bez wahań
grzyb gwiazdy. Pokój ludziom woli, pokój
polskim dworkom i nazwiskom, pokój
temu, co Koniecpolskie: jaskiniom
mowy, wodom termalnym, polskich
słowojadów gorączce – pokój.
                                                      Pokój

z nimi. Na co Bogu i kosmosowi
nachył podrobionego świata?
Dzieci Kościuszki, wały snów,
barakowozy, krzyżówki piękna:

ja zawsze, Panie, przy Tobie,
zwaliste, krowie wskrzesiwo,
spłonka zimnego liryku,
rzygacz ludzkiej poświaty.

9.08.2014

Sunday, August 3, 2014

Lekcja rzeźby polskiej





Panie, podniosłem z ziemi wiersz, który
odgryzł mi rękę. Przebacz mi głupotę.
Głupotę, w którą zanurzam się –
– aż po rękojeść

i w której się starzeję. Oto jest
śmierć i zmartwychwstanie tekstu.
W lustrze literatury przegląda się
nie wieczność, nie czas,

ale życie: moja spuchnięta głowa
i brudne strąki włosów. Nie ma
innego znoju, innej katorgi:
Pan brokerów, Pan

rzeźby polskiej jest moim
pasterzem i wyrwidębem,
moją męczyduszą
i wierną zrękowiną –

– Pan o skręconym karku:
sine, Boskie Przerwańsko,
które wmarło w tę chatę
i jest w niej widome.

Gliczarów Górny, 2-3.08.2014