Friday, August 18, 2017

Syrena-antylopa


Pantum

Cudowne znalezisko – pozostawione w świetliku,
znacznie zwiększa swój obszar – wybitne i nieostrożne.
Podsuń kamień do ręki – ściskając go na przełyku,
niechybnie wyciszysz głos – wymienisz banknot na ogień.

Znacznie zwiększa swój obszar – wybitne i nieostrożne
lwy z miejskich orkiestracji, rodzących dzielnic położne.
Niechybnie wyciszysz głos – wymienisz banknot na ogień:
spopod boskich okapów wychyniesz slangiem, połogiem.

Lwy z miejskich orkiestracji, rodzących dzielnic położne
i to uczucie, że centrum tkwi na glinianym grobowcu,
spopod boskich okapów wychyniesz slangiem, połogiem,
jakbyś ujrzał kleks smutku na zwodowanym żaglowcu.

I to uczucie, że centrum tkwi na glinianym grobowcu
w różowych, strusich piórach filmowych pół-adaptacji –
– jakbyś ujrzał kleks smutku na zwodowanym żaglowcu:
syrena-antylopa skacząca po miejscach straceń.

W różowych, strusich piórach filmowych pół-adaptacji –
– cudowne znalezisko – pozostawione w świetliku:
syrena-antylopa skacząca po miejscach straceń.
Podsuń kamień do ręki – ściskając go na przełyku.

19.08.2017

Wednesday, August 16, 2017

Autodafe (21)


96

Nagle zapragnąłem mówić, mówić – i mówiłem.
Pierwszy raz, gdy pomyślałem o Autodafe, zwią-
zany był w jakiś sposób z Kartezjuszem. A co z
tym? Widzicie, posądzałem siebie o to, że w głę-
bi serca chcę napisać poetycką rozprawę o meto-
dzie. Wybaczcie tę minutę namysłu, ale przysię-
gam na rany matki, warto mnie tu przynajmniej
nieźle zrozumieć. Pozwólcie na jedną dygresję.
Żyjemy w czasie, który uczciwie i bez kokieterii
należałoby nazwać poetyckim średniowieczem.

97

Wciąż czekamy nie tylko na swojego poetyckie-
go Kartezjusza (wierzymy dla dobrego przykła-
du, że Świetlicki był literackim Giordano Bruno,
a Rymkiewicz przeciwstawnym Machiavellim),
lecz także – na Francisa oraz Rogera Baconów.
Ja sam skończyłem filozofię – twierdziłem, że
Baconowie nadejdą wcześniej – to myśl bujnie
krzewiąca się – szukałem więc podstaw do kar-
tezjanizmu. Pocieszne te moje usiłowania, lecz  
jest w nich sens, profil biologii metafizycznej.

98

Literaturoznawcy starej daty posklejali nam u-
mysł w tor fugi dysocjacyjnej. Błądziliśmy po
ich krawatach, kamizelkach, docieraliśmy na-
wet do bielizny pierwszych argumentów, lecz
na Boga, czy do człowieka w sobie? Wspania-
ły, majestatyczny Kazimierz Wyka recytował
przed nami Tomasza z Akwinu, a nasze słowa
wycierał sobie z zębów. Mniej warci niż prze-
cinek ojca Kościoła i dużo mniej cenni aniżeli
jego odwieczny paznokieć – tak przystąpił do

99

naszej oceny pewnej słotnej niedzieli na sam
koniec zjazdów sam Wacław Borowy, w któ-
rym się podkochiwałem, pisząc spóźnione so-
nety, liryki maski i roli. W końcu wydorośle-
liśmy wszyscy. Żłopaliśmy ich krew galona-
mi, by stworzyć nowe otwarcie. Boże, co za
zdziwienie, największe z tamtych lat, gdy ot-
wierałem podręcznik (to była Podraza-Kwia-
tkowska), a uderzała po twarzy nieporęczna
fastryga z Marią Komornicką i jej tragiczną

100

wolnością. Statua Wolności Tragicznej – tej
metafory szukałaś, Nitko Purpurowa snują-
ca się po opactwie z zerwanym w wichurze
dachem. Nawet nie wiem, Boże, czy nas je-
szcze słyszysz. W salach wykładowych fo-
sforyzujemy Twoim światłem przed stude-
ntami. Z wszystkich znanych nam tu ksiąg
wymazujemy zaklęcia mogące zmienić ich
w narodowego wampira. Piszemy wiersze.
Krzywe miasta. Zezowata ziemia. Nasz bi-

                *

seksualizm. Zapis wybitym palcem 
na wodzie dwuznacznych terminów. 

16.08.2017

Sunday, August 6, 2017

Trupie wywczasy



Tak, Jasiu, trupie wywczasy,
spienione brzegami kobirce,
powysłaniałam wilgasy,
światło przebiło mi syrce.

Aj nie, cyrwunam ja cała,
a czerwień cyrwuńsza od krwi,
cyrwuńskom Cię będę kochała,
choć chłopsiec nie głupszy od łzy.

Tak, Jasiu, trupie wywczasy,
weź me za rojbę i leć,
niech zlecą z hukiem atłasy,
wszak bzitwa na tysiąc śwec.

Aj nie, cyrwunam ja cała,
cyrwunsom nie mogłabym być,
przewinę, co krwią zalewałam,
sprostuję scyrze swą nić.

Jasiulo, zraniona krowa
nie pada na trawę jak dąb,
a zemre, któz krowę pochowa,
któz mnie pochowa wśród trąb.

Tak, Jasiu, trupie wywczasy,
baldakim na śniechu, cel, pal,
z oddali, gdzie płoną zalasy,
wyrzuca mnie z zydla huk skał.  

Czarnia, 5.08.2017

Friday, August 4, 2017

Autodafe (20)


Solidne arma Christi
jak gdyby z Agathy Christie,
jak gdyby z domów nad wsią,
gdzie objawiło się zło.

91

Porzeczka na klęczniku. Paciorki na przełyku. W
college’u w zamieci zabijali poeci. Nie zarzynał
krawiec – kimś innym był dziurawiec. Nie dobi-
jał stolnik czyjś inny był pierdolnik. Stokrotka
w ciemnej alei, szloch, przeszloch, żal dupereli.
A w college’u w zamieci zabijali poeci. Zacina-
li ząb szarfą, kopulowali z harfą. Nie skakał po
harfie drwal, lecz czytał Hannę Krall. Nie szar-
fował ludwisarz, zrozumiał Normana Daviesa.  
Sen we śnie we śnie – we śnie. Szatnia: szma-

92

ty donieście. Ja. Hurtownia na stylisku w gęs-
tym morzu mleczka oczyszczającego. Obiad
w spermarinie. My. Grillują nas na łąkach ję-
zyka. Znów wędrujemy. Ciepłym morzem. I
Bóg. Możesz go zabić, pożreć, a wciąż w nie-
go wierzysz. Mógłbyś go zgwałcić w czasie
modlitwy, którą do niego zanosisz, a nadal
w niego wierzysz. Jeśli dał się ukrzyżować,
da sobie także rozerwać odbyt i z nim zmart-
wychwstanie – jak z ranami po gwoździach.

                *

Skoro dopuścił do siebie oprawców – dopuści
do siebie zboczeńców. Spuszczał na siebie sie-
paczy, zrobi też miejsce dla klaczy, nie będzie
nad nią widłaczył. - - - - - - - - - - - - - - - - - -   


93

Biegnę do Ciebie, Panie, nadpalony po brze-
gach. Chorągiew długa w kitajce, ale krótka
w szeregach. Galopuję, Panie, usmażony do
kości, zapinka wgnieciona w pościg, egipski
książę ciemności. Cwałuję, naprawdę – cwa-
łuję, krwią własną setnie się duszę, wsadziłeś
mi duszę ni w pień, ni w gruszę, a ni w błysk,
ni w pysk ten asterysk-dysk, dżin zmielony w
butelce, me udręczone serce – krab na brzegu
morza, rozdzielnopłciowy pożar. Zarzal. Żal.

94

Słodkowodne lustro w słonowodnym pokoju.
Daktyloskopia niesprawnej – zatartej alegorii.
Ślady cheiloskopowe na pokrwawionym roz-
porku, łatka na otworku, skórzasty półlufcik
kantorku. Wszystko to, co w nas płonie, czas
oddać pod sekskolonie. Wszystko to, co spło-
nęło – jaskółka zgniłocha, nie dzieło. A w co-
llege’u w zamieci nauczali poeci, nazwali sa-
lę Oświęcim. Bóg jako czarna wdowa, czar-
na Elektra kosmosu, pomysłowy bezsposób:

95

nic nam nie przyniesie. Jesień. Ballada o Ha-
ni, co się zabiła: ach szumiały topole, że szu-
miały aż strach, poszła Hania przez pole, lecz
pospadała na drwach. Krew spłynęła po czole,
dusza uciekła we łzach. Nie zabił Hani poeta,
nie zabił Hani kowal. Hania to supernowa, to
przedwieczny jacht. Śnię o niej każdej nocy,
kocham się z duchem w snach. Nie wiedzieli
prorocy, że upadnę aż tak. Nie wiedzieli pro-
rocy, że rozgryzę dłoń i rozhuśtam szkielet,

                *

by wlecieć
w Bożą toń.

4.08.2017