Sunday, March 22, 2009

Poeta zamordowany


Nie będzie to apokryf ani moralitet,
nie wejdę do mieszkania z tym wierszem na ustach,
nie będę straszył dzieci, tego, co zakryte
nie zamierzam odkrywać: mój świat – moja kruchta.

Zamordował poetę, po prostu – spinkami
do wieszania bielizny dobijał po nerkach,
wytrząsał z mięśni ścięgna, zdzierał resztki tkanin,
poeta cicho jęknął, rozpadł mu się w rękach.

Nie będzie to przypowieść ani inkunabuł,
zamordował poetę, poeta nie żyje,
reszta jest milczeniem, reszta brzmi jak tabu,
to już sprawka kosmosu, czyj zegar wybije.

Nawet sam Demiurg nie wie, czy jego wszechwładztwo
ogarnie tę śmierć jedną, krew tak wydzieloną,
lichwiarka-wierzba sapie, gdy podniebne ptactwo
zmiękcza skórę poety dziobami jak żądłem.

Ta historia nie będzie pachniała olejkiem
ani nie rozweseli jak tokijskie wino,
proszę pana, na Boga, na wszystko, co wielkie,
niech pan przy nas nie mówi, jak poeta zginął.

22.03.2009r.

Sunday, March 15, 2009

Periphyseon


Radkowi Sobotce

masz to o co walczyłeś
oto świat cienki i nieprzepuszczalny
jak na pejzażach johna constable'a
na których chłopiec proszkuje kamień
by lepiej przeżuć nasiona rzepaku
a kuropatwy przebiegają po oleistych
stopach kobiet mających porodzić

milan kundera powiedziałby
że jesteś owocem granatu
którego przełożą z ust do ust
jak kapłańskie pozdrowienie
i przegryzą popijając winem
o zdradzieckiej proporcji

kiedyś umrzesz ułożysz laudację
pochwalisz dzieła natury i skórę ludzi
której kosztowałeś bez ograniczeń
wzruszy cię myśl o świętych miejscach
drogach twoich pielgrzymek miraklach
aktach wotywnych o złoceniach w lourdes

w twojej sytuacji
iluzją będzie zwątpić
pozorem uwierzyć

niech będą z tobą twoje opiekunki
i wszyscy twoi odwieczni wrogowie

14.03.2009r.

Saturday, February 21, 2009

Goethe czy Lombroso



Podział chorób wg paradygmatu anatomicznego Cezarego Lombrosa.

_______________________________________

W obszernej komnacie cisnęło się sześcioro dzieci, w wieku od jedenastu do dwu lat, do dziewczyny średniego wzrostu, zgrabnej postaci, ubranej w białą sukienkę z bladoróżowymi kokardami na ramieniu i u gorsu. W rękach trzymała bochenek ciemnego chleba i krajała dzieciom kromki, których wielkość zastosowana była do wieku i apetytu każdego z nich. Rozdawała je z serdecznością wokół, a dzieci, trzymając rączki długo wzniesione w górę, zanim kromka została odkrojona, wołały potem: − Dziękuję! − i odbiegały wesoło, lub też odchodziły spokojnie, stosownie do swego usposobienia, ku bramie wjazdowej, by obejrzeć przybyłych i powóz, który miał zabrać ich Lottę.

J.W. Goethe, Cierpienia młodego Wertera

Saturday, January 31, 2009

Volkswagen


jeśli chcesz bym o tym opowiedział
muszę się cofnąć jakieś szesnaście lat
do zabawy w policjantów i złodziei
i do starej kartoteki ogrodu nazwanego
przez nas zaschniętą macierzą podwórza

on miał imię którego się nie wymawiało
ja zaś umiałem wyszarpnąć mu z gardła
niejedną zmarszczkę jego matki
zawsze to na moim podbródku
roztrzaskiwaliśmy fioletowe
jak kule jagód zapalniczki

wszystko ginęło z prądem
zachłanna chłopięca ręka
wciąż udawała volkswagen

nasz ojciec niebieski
schodził wtedy z krzyża
i mrugał na nas
zaciśniętym okiem

31.01.2009r.

Wednesday, January 28, 2009

Rynek w Bergen


Przyjmij wreszcie do wiadomości, że w 1897 rynek w Bergen miał na sobie cień zakrzywionej pieszczoty, a kiedy wchodziłeś od północy na plac pojednania narodów, nie mogłeś nie przeciąć stopami wielkiej oprawy astralnej matki. Jeżeli uzmysłowisz sobie, że Henryk Ibsen właśnie tu pewnego kwietniowego wieczoru kupił kopię doskonałą Maneta i przekroczył wszystkie możliwe linie zrozumienia, zdasz sobie sprawę ze złotej proporcji XIX-wiecznego dramatu.

Skandynawowie dziedziczą własne prawa konsekracji. Chcesz je podważyć, bluźń trojgiem ust.

29.01.2009r.

Saturday, January 10, 2009

List od kusiciela


załóżmy że słowo
które właśnie czytasz
bardzo chciałoby obalić
cesarstwo twoich zmysłów

widzisz je zamierzające się na ciało
które i tak wydłubiesz jak chleb
pragniesz bowiem resztką głosu
przeważyć szalę pięciu zwycięstw

choćby upał w midwich
pomyśl o jądrze sierpnia
i o rzezaniu z jabłek
ostatniej ślepoty środka

proste zmęczenie dźwięków
niewykończony materiał z lipy
słoik wypełniony do jednej trzeciej
miodem ze zgłoski i z synkopy

wszystko jest sprawą
skomplikowania symfonii
zwłaszcza to jak jęczysz
nie patrząc na sukę

którą przed chwilą
wyniosłeś na powietrze

7.01.2009r.

Sunday, January 4, 2009

Opowiem o Rebece


nie może zapomnieć
uciskania gorsetu
ostatnim wiązadłem
aktu nadziei

forte-szkło
piano-welon
gaz-fortissimo

przed pierwszym nadejściem
mogła być wszystkim
choćby i stygmatem
na słodkiej skórze
jasnej marty robin

jej własne miasto
jest ciałem orki
złożonym na śniegu
mokrym od żwiru
najbardziej nierozumną
z pamiątek połogu

igła szarpiąca
koszulę nocną
jak nazwy owadów
z księgi barucha
przywiera pulsem
bardzo elastycznym
do piersi kobiety
o której powiedzieć
że zapłaciła
jest błędem irytacji

pozwólcie że opowiem
wam o rebece

o jej kolejnych ołtarzach
z obrachunków

4.01.2009r.