Andrzejowi GronczewskiemuJestem, Anadiomene. Możesz mnie poświęcić:
najpierw zsunie się głowa, matka moich domów,
potem spłynie obojczyk – zawiązka kokonu.
Deszcz wiele porozdziela, przetoczy, oszczędzi.
Nade wszystko surowość. Ciągłe przesłanianie
ciemnych jasną zasłoną, martwych drzewem życia.
Dziś wierzę w osłonięte, wypełniam przebicia
pokruszoną wikliną, z reszty tworzę znamię.
I choć, Anadiomene, zatrzaśnięto bramę,
wszystko już wyjaśnione. Mówię o nadziei,
która zeszła do siebie, chcąc odnaleźć lament
i znalazła potworność. Nikt się nie ośmieli
nazwać jej opiekunką. Uderza odłamek,
mijasz poranionych – niemal zrozumieli.
28.11.2011r.
2 comments:
przekombinowane te metafory 'splynie obojczyk' . "poezja" przepoetyzowana, a moze tylko misterna konstrukcja katedry, w ktorej nie ma nic..?
Zapewne gdyby ta katedra była kapliczką, coś by się pojawiło...
Post a Comment