Saturday, December 8, 2007

Tiul Grety Garbo


dzień dobry johny
znowu nie spałeś
ta nasza podmiejska mgła
jak anioły na broadwayu
albo całun turyński
sam rozumiesz
taki drugi chrystus
złoty od mosiądzu
biały od wniebowstąpień


mówiłeś że chcesz wrócić
do lat trzydziestych
wypłakiwałeś tiul grety garbo
nazywałeś jej akcent
samotnością o północy


dobranoc johny
nie zmrużyłeś oka
pamiętaj keep the promise


na wadze twoich zębów
zmierzę wszystkich naiwnych


8.12.2007r.

Friday, November 30, 2007

Wilno ' 32



w październiku przy postoju dorożek
kogoś zabito całą zimę
żydowskie dzieci lepiły bałwany
na kolistych powiekach

życie nigdy nie umiera śmierć nie żyje
powtarzał vogel do żony
w tamte dni które przypominały
strukturę kryształu odbitą na tafcie

vogel mówił wiele rzeczy
dopiero gdy bomby usiądą
na jego wiązadłach
zapadnie milczenie

ale o tym cicho sza
przed nim kilka lat życia
niech wieje ciepły
południowy wiatr

trzeba dopieszczać
umierających posłańców

28.11.2007r.

Sunday, November 18, 2007

Włosy


Niezmierne wzrastanie bólu,
jak płacz odwilży pod śniegiem.

P. Larkin

philip larkin miał rację
okna kruszą nam się w ręku
palimy fortepiany i tańczymy
z popiołem na językach

słoneczne popołudnia
biodra ciężarówek
i uda sanatoriów
za groblami miasta

zsuwanie zmarłych
po poręczach
jest tak czasochłonne

dziś ściąłem córce
warkocze płakała
jakby niebo chciało
oderwać jej twarz

tatusiu dlaczego zabiłeś
moje kucyki

byłem głodny kochanie
i tak bardzo samotny

18.11.2007r.

Thursday, November 1, 2007

Czas teodycei


wiersze z lat 2003-2006

Sunday, October 28, 2007

Lęk


chłopcy rodzą się pod wieczór
listopad szemrze w umywalkach
pępowiny schną na słońcu
jak zwinięte pierścionki

matki oddychają głęboko
wylewają herbatę do kołysek
ktoś na zewnątrz krzyczy
pokój ludziom dobrej woli

jestem poruszony

mężczyźni umierają nad ranem
sierpień odrywa im paznokcie
igłą białą jak rozcięty chleb
szyba jest komorą

żony śpią niespokojnie
myślą o dziele spadania
spódnice biją w ściany
płacz taranuje wieżowce

boję się boga

21.10.2007r.

Saturday, October 27, 2007

Set


jerry gra w tenisa
kort wygina jego ramiona
w świecznik którym
za kilka lat zabije ojca

pejzaże nevady
błyszczą diasporą
urwisk i kanionów
nawet mojżesz chciałby
urodzić się w stanach
dziś synaj i hollywood
to dwie połówki jabłka

jerry upada
eli eli lama sabachtani
krzyczy jego biała koszula
napój energetyczny
wylewa się z ustnika butelki
wiatr poci się forehandem
przyniesionym znad atlantyku

gdybym zrobił mu zdjęcie
teraz gdy wściekle zdziera
kurtynę piasku
z amerykańskiej ziemi
pewnie jutro znaleziono by
mnie martwego na jednej
z okolicznych skarp

koniec końców
jak każdy mam śmierć
we krwi

22.10.2006r.

Sunday, October 7, 2007

Feniks


mój drogi henry pamiętam
nasi ojcowie byli blondynami
matki opalizowały od ich ciosów
na słońcu stygły kobiece karki

chciałem zobaczyć zmarłych
wydeptujących nam oddechy
wziąłem margaret do pokoju
dzień był polarną obietnicą

moja droga margaret pamiętam
mężczyźni płaczą raz w życiu
drugi raz na sądzie ostatecznym
czekam na wielkanoc

kogoś zabiją henry
ktoś wstanie z martwych margaret

5.10.2007r.