Wednesday, February 6, 2008

Bejrut 986 hPa


Sonet.

Z cyklu: RÓWNOLEŻNIK

Chodnik jak naramiennik spustynniło słońce,
teraz żółkną pulsacje, psalm komisariatów
przygasa na krawędziach, już czas na sen katów,
żołnierzy i poetów cichnących przed końcem.

Spalona głowa miasta, pamiątka postrzyżyn,
krztusi się w mojej czaszce, jestem astmatykiem,
więc cedry płyną w płuca, a Liban z krzyżykiem
zstępuje gdzieś w oskrzela z ośnieżonych wyżyn.

Zatrzymam dwie dziewczynki, będą się mnie bały
i rzucą czar, bym oślepł, uciekną do parku,
a niebo pęknie w środku jak ktoś obolały,

wyleje z siebie zarzut i przeminie warkot,
zostanie wtedy woda, a z ludzi chorały,
archanioł je wyśpiewa tą zwiotczałą wargą.

6-7.02.2008r.

Saturday, February 2, 2008

Triest 5:12 am


Sonet.

Z cyklu: RÓWNOLEŻNIK

Pierwsze wzejdą kobiety gładkie jak policzek
i będą przypominać zdjęte naszyjniki,
rozsypią się po schodach weneckie kolczyki,
przekleństwa i zaklęcia ciekłokrystaliczne.

Potem przyjdą mężczyźni z krawatami w oczach,
kropla wina, Versace, cień wyostrzy kontur,
wiatry znad Adriatyku uderzą od frontu,
Bóg umrze mi na rękach, nim ziemię zatoczy.

Będę udawał smutek, położę się na wznak,
krzyknę, że mam Go w twarzy i płynie biała krew,
mężczyźni nie uwierzą, kobiety pójdą w ślad

za mną, a port rozsunie mokre szpalery drzew,
kurtyna miasta zadrży od upłynnionych lat,
gdy wszystkie statki spali wciąż gorejący krzew.

1-3.02.2008r.

Tuesday, January 29, 2008

Dzwonek do drzwi


chciałbym żeby to był
chłopiec w zielonym tużurku
z imieniem jehuda
wygrawerowanym nad lewą powieką

małe zielone dziecko
o stopach nieprzemakalnych
niczym morze śródziemne
i oczach gęstych jak rodos

słońce zgasłoby wtedy na krócej
klomby za oknem
zrywałby wiatr z drugiej
księgi machabejskiej

na pytanie czemu ja
jehuda opowiedziałby
o stuleciu samotności

wziąłbym go na przejażdżkę
tam gdzie nigdy nie było
gorączki ani ukąszenia

potem nakazałbym ciszę
palce twardo na kierownicy
krzyk wycieraczek
i święty krzysztof
tak by z cieniem chłopca
tworzył puchar wina

nie płacz jehudo
bóg się śmieje

tylko przez łzy


27-28.01.2008r.

Wednesday, December 26, 2007

Walka Jakuba z aniołem


szanowni państwo wpierw
spójrzmy na nieudeptaną ziemię
godną wzmianki w le figaro
i męski charkot który mógłby być
basem rodzącym areopagi

oto nad jakubem przelatuje awionetka
zbuntowani aniołowie wyjaśnia przeciwnik
i zaciska pięść na wieżowcu jego włosów

teraz patrzcie państwo uważnie
światło rozbija głowę o tysiące palców
każdy paznokieć to hektopaskal
jakub płacze coś wybucha w powietrzu

anna jantar krzyczy
koliber wykłuwa oko

szalom drodzy

szalom

26.12.2007r.

Friday, December 21, 2007

Antygonie w dniu urodzin


cukiereczku mnie już nie ma
a na tym małym półwyspie
właśnie kończy się planeta
pójdziesz więc na południe

księga powtórzonego prawa
otworzy ci plecy od wewnątrz
musisz zachować spójność
prosi cię o to rozkawałkowany

zawiń moje lewe ramię
w swój błyszczący żakiet
potrafię brudzić bardzo dyskretnie
potem co najwyżej zerwane włosy
bo męski blond jakie to proste
łatwo wchłania czerwień

zaklinam
na wszystkie świętości
pamiętaj

twój braciszek uśmierca
tylko martwych

21.12.2007r.

Friday, December 14, 2007

Evergreen


moje evergreen
nie jestem już mężczyzną

mały trójkątny chłopiec
któremu przekłuto płuca

na lepsze czasy

Saturday, December 8, 2007

Tiul Grety Garbo


dzień dobry johny
znowu nie spałeś
ta nasza podmiejska mgła
jak anioły na broadwayu
albo całun turyński
sam rozumiesz
taki drugi chrystus
złoty od mosiądzu
biały od wniebowstąpień


mówiłeś że chcesz wrócić
do lat trzydziestych
wypłakiwałeś tiul grety garbo
nazywałeś jej akcent
samotnością o północy


dobranoc johny
nie zmrużyłeś oka
pamiętaj keep the promise


na wadze twoich zębów
zmierzę wszystkich naiwnych


8.12.2007r.