Thursday, September 1, 2011

Wakat


Potrzeba laboratorium nowoczesnego, swoistej, auratycznej przestrzeni, aby stworzyć utwór, który nosiłby znamię solilokwium, tym samym: znamię artyzmu głodu. Narodziny laboratorium zaś zawsze zbiegają się w czasie ze śmiercią domu. Także, co szczególnie istotne, zbiegają się w przestrzeni: na gruzach domu rodzi się warsztat pracy. Solilokwium jest owocem pracy w laboratoriach głodu, mit zaś skutkiem nadprodukcji sensu w obozach śmierci. Drastyczne zestawienie, to prawda, niemniej jednak – zestawienie uzasadnione.

Choć mit to nic ponad utrwalone podanie, mimo to stabilizuje ono równowagę wartości kulturowych i cywilizacyjnych, funduje ich proporcje i charakter. W tym przeciwstawnym rozumieniu mitu i solilokwium jako narzędzi literatury sytej i głodującej, Kuczkowskiego należałoby uznać za mitologa, tym samym za poetę-ekwilibrystę, strażnika równowagi mitu, Szymoniaka zaś za artystę głodu, a więc mitomana, barbarzyńcę w ogrodzie, żądającego empatii, nie zaś satysfakcji, chaosu, nie równowagi, spisującego solilokwia, wątpiącego zaś w tekst, czyli w źródło.

Głód w Ameryce. Literatura głodująca i literatura syta - uwagi do "Poematu amerykańskiego" Krzysztofa Szymoniaka

Sunday, August 28, 2011

Parę słów o czułości - po wieczorze


Serdecznie dziękuję Państwu za wieczór w Bibliotece Oliwskiej, za wspaniałe przyjęcie i wysłuchanie mojej refleksji na temat języka czułości w literaturze. Gorąco dziękuję Jerzemu Beniaminowi Zimnemu za znakomity dialog - rozumiejący i polemiczny zarazem. Właśnie dzięki Niemu w ciągu spotkania dwugłos poezji empirycznej z metafizyczną wyłonił się po raz kolejny. W innej, bynajmniej nie klasycznej odsłonie.

Wielkie podziękowanie pragnę złożyć także Gabrieli Szubstarskiej za prowadzenie spotkania i wiele ciepłych słów pod moim adresem. Zaszczytem było dla mnie rozmawiać z Państwem o Czesławie Miłoszu i filozofii rosyjskiej, gdańskiej powieści Oskara Tauschinskiego pt. Świętokradztwo. Także o milknięciu poety.

Spotkanie zostało zarejestrowane i jest dostępne w dwóch częściach w folderze: Dokumenty.

nie uwolnisz głosu


rozumiemy przynieśliśmy niepokój.
zmąciliśmy złotą trawę
do pierwszych śladów rdzy.

porost wypowiedział słowo,
które zatrzymało nas
na tokowisku cietrzewi.

pielęgnując ciszę
staniesz się nią.

Czarnia, 27.08.2011r.

Wednesday, August 24, 2011

Altissimum



myślę, że mogłeś mnie pozostawić.
nie zdarzyło się nic, co uprzytomniłoby,
że nie będzie mnie przy tobie.
miałeś do tego prawo.

usprawiedliwiam cię każdego dnia
i sławię twoją niepamięć. nad ranem
opowiadam wszystkim o miłości bez żalu.
wieczorami o żalu bez miłości. na krótko

dokonuje się wielka przemiana postanowień
i wierzę, że patrzysz na mnie ze zdziwieniem
jak na odbicie w świetliwie.

niewymowne i mętne.

Krzysztof Schodowski, "Ja już nie czekam"

__________________________________________

Ekfrazy do rysunków Krzysztofa Schodowskiego
wkrótce w Artpubgaleria. Serdecznie zapraszam.

Wednesday, August 17, 2011

Parę słów o czułości


We wtorek, 23 sierpnia o godz. 17.30 zapraszamy do Filii nr 2 WiMBP - Biblioteki Oliwskiej, w której odbędzie się niecodzienny dwugłos poetycki pod tytułem: Parę słów o czułości.

W spotkaniu wezmą udział: Karol Samsel z tomikiem Dormitoria oraz Jerzy Beniamin Zimny - poeta, krytyk literacki. Spotkanie poprowadzi i o autorach opowie Gabriela Szubstarska.

Serdecznie zapraszamy.

Gdańsk - Parę słów o czułości

Wednesday, August 3, 2011

Rhode Island


Nieśmiertelne
z niechęcią daje się zedrzeć
z tego, co śmiertelne.

R. Lowell

Woda nie odpowiada. Nad domami jasność
i jest już prawie pewne – umrę niewidzący
z dala od tych wybrzeży: są odrażające,
kępy trawy i gliny okrwawiają światło.

Czytasz wiersze Audena, myślę, że to już zmierzch,
widziałem wszystko, Harriet. Przemyślałem czułość,
noc w motelu w Woonsocket, ciemność nad półkulą,
jaspis i makabreskę. Tyle wyznaczył jęk.

Nie przenieśli w nas świata. Tylko plątaninę
schnących łusek i drewna. Pył, chalcedon i jazz.
Nie jesteśmy już dziećmi. Ktoś usłyszał drwinę

w naszym złamanym szepcie i powiedział, że jest
w nim zbyt wiele przestrzeni. Pytasz go o imię,
ono wystarczy, Harriet. Wystarczy. Oszczędź mnie.

Kołobrzeg, 3.08.2011r.

Monday, August 1, 2011

Delaware


Cóż gorszego jak słyszeć płacz
późno zrodzonego dziecka?

R. Lowell

Byłem okiem snycerza i nie rozumiałem,
że pod gazą batystu wszystko, co umkliwe
przędza stopiła w szylkret, oddaliła wniwecz
kanwy spięte w mandorlę przenikliwym ciałem.

Łatwo można mnie było uczyć śpiewu przedmieść,
połowu ryb w Wilmington, wersów Odysei,
spod dachu Sorensenów - dźwięk zbitej kamei,
gdy spadłem z wysokości modlitwy powszedniej.

Boże, przebacz – mówiłem – okłamałem wszystkich,
na znak dany przez bogów wbiegłem do królestwa,
szukając Penelopy wśród zabitych mistrzyń,

podmywanych ogrodów. Resztki rąk jak przęsła,
szczątki dłuta – skrzepliny. Ananke świetlista
ciemniała w oceanie. Wiotka. Czarnoksięska.

Kołobrzeg, 1.08.2011r.