Monday, May 25, 2015

Totus



Ten tekst oddaje się w niewolę
macierzyńską Maryi. Roznieca
w sobie wielkie, sztokholmskie
przywiązanie do Niej.

Zgadza się, Zielna czy Śnieżna –
– wiecznie Trzykroć Przedziwna:
Maryja. Jest tutaj poetyckim
uroczyskiem. Tak twierdzą

jedni. Inni zgodnie utrzymują,
że rzeczywiste pojęcie o ich
uwięzieniu w Maryi dałaby
dopiero figura serpentinata.

Zwarta, zadeptana figura
erotyczna, Gidelska czy
Piekarska – zawsze
Magnetyczna. Waż,

proszę,

jak zmienia się słowo
pod autorskim wpływem.
Literaturo, jesteś dziś
Mariaturą. Ogłaszam

turę dla Marii.

Skobel na moim oku,
tatuaż na moim sercu.

25.05.2015

Monday, May 18, 2015

Pieśń o świętym Krzysztofie



Wreszcie jesteś, podmiocie ociekający krwią.
Nagi czy ubrany do wielkiej dintojry –
– nie możesz mnie nie zadziwiać.
Herb historii polskiej literatury?
Byłby nim mężczyzna żyjący
w suterenie, unoszący chłopca
na wysokość ramion.

Wreszcie jesteś, podmiocie,
sprawdzony i silny działaczu.
Tak Elżbieta-ja witała Maryję-Ciebie.
Tak brzmiało pozdrowienie mitycznej
bestii morza. Herb historii polskiej
poezji? Nawiedzenie Elżbiety
po kruchość ostatniej
współrzędnej

po serpentynę, kopyto –
 – na okoliczność
domu.

18.05.2015

Sunday, May 17, 2015

Welon



Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy.
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.

Cz. Miłosz

Panie, który nie miałeś granic
i granic mieć nie będziesz,
przebacz poetom planktonu
poezję kamienia kosmicznego,
przebacz poetom kamienia
plankton zimnych laptopów.

Planktós znaczyło w grece:
błąkający się. Kto tak widział
planktós, zobaczył już go
realnie, w konfrontacji
ze sobą w naturalnej skali.
Iran wiesza swoich poetów.

Gdzieś jest więc i sznur, jest
określona, teherańska gałąź
schylona, Panie, w ciężarze
planktósu. Możemy nawet
mówić o pchniętym rulonie
pośmiertnej erekcji.  Biegną,

Panie, za Tobą, wszystkie
gruzy miłości. Nieznane
szerzej znaki. Niewdrożone
marki biologicznej tęsknoty.
A Iran wiesza swoich poetów.
Na trzech poetów planktonu

wypada poeta kamienia.

Nie wiemy, szczerze
nie wiemy, do kogo
mógłby należeć
ten wydalony

welon.

17.05.2015

Saturday, May 16, 2015

Sakroliteracik



Tajemnico złożona daleko za moją drogą –
– nawet gdybym dziś zszedł, jeszcze dziś
zboczył, dziś ruszył w twoim kierunku,
umarłbym ze starości, nie doszedłszy

do Ciebie. Pozostawiłbym może
sugestywną pomyłkę. Uznałbym,
że jesteś nie tyle Tajemnicą, co
Tajemnicą Starości. U kresu dnia

bym zawodził: odeszły pasterskie
fletnie, złoto niedzielnych trąbek.
A fletnie nie odeszły. Odszedł
literacik lub sakroliteracik

mający już słońce za sobą:
na niskim brzegu pleców,
na kocich łbach pośladków.

16.05.2015