Sunday, March 15, 2015

Łubianka


Anno Mazowiecka, będziesz symbolem Boga,
choć wielu uzna ciebie za upust dany obsesjom.
Za faworytę podmiotu, przez którą tamten
opuszcza światło nowej feminy, kieliszek

erotyku na ziemię tonącą w ciemnościach.
Anno Mazowiecka, będziesz anhedonią,
nienazwanym stanem, który uderza
w jabłko, w jabłko czaszki podmiotu

i mocny, słodki zapach – podwójny
jabłka oddech – zamyka ręką otwartą.
Anno Mazowiecka w stroju żuawów
śmierci, regentko dręcząca podmiot,

różaną wyobraźniowość, psalmodię
eteryczną, to nie literatura lipy, to
nie literatura wiązu, to nie literatura,
nie literatura – glediczji. Tekst

bezzałogowy-papier gazetowy:
to wciąż powielacz z łyka. To
nadal książki z łubu. Anno –
tak więc łubianki, łubianka

na łubiance. Zeszyty
w salwie, w zamieci:
blizny porodowe,
zespół kociego krzyku.

Poród Galatei,
narodziny Wenus.

15.03.2015

Thursday, March 12, 2015

Sonet



Zamieszkujemy, Panie, zamieszkujemy,
zamieszkujemy brutalny dom. Brutalny,
wspólny pokój, brutalnie wspólny pokój,
brutalne gospodarstwo jest własnością

naszą. Uwijam się jak zagończyk, by
utrzymać wizję: moja stałocieplność
na handel zmiennocieplnych –
– na siklawę ciepła, w którą

zejdę pod wieczór, myśląc,
że wszedłem w sonet,
w rzeczywistość sonetu,
w stare budownictwo.

Fraszka cnota, fraszka
wysokie okno nieba
nad Legionowem,

niewiędnący wieniec,
niegładzący płomień.
Ireful thunder rose.

12.03.2015

Monday, March 2, 2015

Jan Reda


Aby pisać o Tobie po Tobie, Janie Redo,
przenoszę laptop do innego miasta.
Wyjmuję z torby język, obficie
rozkloszowany język dla Jana Redy,
którym widzę cień Jana na metr

od jego języka: języka Jana Redy.
Ów język Jana Redy, język o Janie
Redzie, mój język dla Jana Redy
tworzą swoisty trójwygląd. Czym
bowiem jest duchowość, religia

Jana Redy, jego wyznanie życia,
jeśli trójstanem nie, jeśli nie
trójzagonem z pisemnym,
uprawnym Redą, odkrytym
biodrem mowy, pępkiem
pękającym

w mimowolnym
spojrzeniu.

2.03.2015

Sunday, March 1, 2015

Witraż


Przynajmniej Ty bądź wybawiona, ręko pisząca literę „f”.
Ręko hippiczna, ręko doświadczenia, ręko ciał piszących.
Niech giną dłonie, ale dłonie inne, piszące dużo częściej,

lekcją popularną. Niech giną z nimi dłonie niepiszące
niczego. Skoro ktoś zginąć musi, niech nie będzie to
Stasiuk dający słowu „Fado” pofalowany grzbiet

czterech jednoznaków – podobnie spoisty, jak grzbiet
słowa „fuck”, jak witraż słowa „fuck” w polichromii
„Fado”, gdy ręka chcąca „f” ma „f” w sercu siebie.

28.02.2015

Monday, February 16, 2015

Małe ręce




Spojrzeć w górę i zwrócić się do ciebie.
Oto, z czego jestem stworzony. Od
pierwszego do ostatniego tomiku.
„Pobłogosław moje małe ręce,
przeklnij moje małe ręce”.

Jedno czy drugie, świecka
apostrofa – najtańszy
komunikat, monotonny
wokatyw. „Błogosław mi
pracę”, „błogosław mi
mowę”, „błogosław mi

pismo”, „błogosław mi
nogi”.  Świecka apostrofa,
świecka dopalona. Pan

wyrzutnią moją,
język trampoliną,
wiersz moim
Jonestown.

Dziewięćset małych rąk
wycina z tego wiersza
czterysta osiemdziesiąt
liter i układa na trawie.

16.02.2015