Monday, June 23, 2008

Prawo morza


pamiętam że było ciepło
i że zanim uderzyli mnie w twarz
myli w łazience tweedową
marynarkę przypominającą
rozdarty dziób ibisa

pomyślałem wtedy
jak matka wyglądałaby
w albie i w kolczykach
zsuniętych z dwóch
przekłutych
bizantyjskich liczb

przez moment chciałem
znów być natanem
światłoczułym natanem
który otwiera drzwi
sklepu bławatnego
i wierzy że pan śmierć
śpi w słoju z mandragorą

potem wrzask rewolweru
jak smuga z karbunkułów
i wołanie o chłopca
który przyszedł za późno

z prawem morza w ręku

23.06.2008r.

Friday, June 20, 2008

Poste restante


próbuję pisać rosalie
jak wtedy gdy miałaś pięć lat
i pozwalałaś szukać początku
od którego by można
zsunąć twoje ciało ze skóry

hamburg jest mi cudownie obojętny
chłopcy w mundurkach
jak w powłóczystych hostiach
próbują co prawda rozmazać
rok pięćdziesiąty pierwszy
na wargach swoich przyjaciółek
ale i bez tego liesbach strasse
jest tak popołudniowa
jak skrawek pomarańczy
wdeptanej w wartki akord
alarmu lotniczego

dziś w świętym dominiku
festyn ku czci słońca
ktoś na rogu kościoła
wyłożył mi z pamięci
krew trójcy przenajświętszej

koniec końców to tylko smutek
jak chleb zaszyty w sutannie
wszystko umrze rosalie
pod tym niebem z moskitier
trwa właśnie tura rozcieńczeń
krajobraz drży i faluje

20-21.06.2008r.

Thursday, May 1, 2008

Maestro


kim jestem maestro
i czy to już koniec
jeśli celsjusz na języku
a krew w progu mieszkania

może to przez moją matkę
może anioł lub judasz
to takie kłopotliwe
gdy nikt nie umiera

spójrz maestro na bogów
tych których zdradziłem
z głowami niemowląt
ciałem jednorożców

okaleczeni dreszczem
z oczami bielszymi
od rozkrojonych jabłek
właśnie wymiotują

twoim śmiechem panie

1.05.2008r.

Saturday, April 12, 2008

Meredith


tamtej jesieni na dworcu
znalazłem martwą kobietę

trzydzieści dwa lata
miasteczka jubilerów
aż po sznur splatany
na szyi i palcu serdecznym

nazwałem ją meredith
by była jak drżenie
plam na owocu

chciałem ją zanurzyć
w gorącej porcelanie
wybudować tu szafot
lub gabinet luster

przyjechali po nią
zdarli podkolanówki
rozpalili ogniska respiratorów
czyhając na echo deszczu

do dziś gdy słyszę
krzyk niemowląt
jest przez moment tak

jakby meredith zsuwała
czarną rękawiczkę

12.04.2007r.

Monday, March 24, 2008

Ewangelia wg św. Mateusza


smak etruskich dziewcząt
i chorał wód kolońskich
fresk o końcach świata

oczy ojca (mój boże
niebieskie oczy
jak z pasoliniego)
to planeta na której
mógłbym nie zabijać

w słodkiej jerozolimie
strącono by ją w przepaść
nurkowałaby pod lodem
winnicy bądź też gaju

oczy ojca (mój boże
piwne oczy
jak z pasoliniego)
są ciszą tak głęboką
że krojona gwoździem
trysnęłaby rzęsą

trzecia po południu

biegnę do ogrodu
przywarty do płaszcza
jak brązowy kleszcz

gdyby nie nadmiar soli
na spalonych plecach
mógłbym wyprowadzić

równanie całunu

Wielkanoc, 23-24.03.2008r.

Friday, March 21, 2008

Carte blanche

Wielki Czwartek.

Prus na Krakowskim Przedmieściu zakneblowany taśmą
drogową.

Biało-czerwoną.

***


Zastanawiam się, dlaczego śmierć nie istnieje.

Monday, March 3, 2008

Sarajewo 1994


Sonet.

Z cyklu: RÓWNOLEŻNIK
Stacja jęczy jak szczenię ledwo co zerwane
z gałęzi swojej matki pochylonej w biegu,
wąska smuga psiej sierści, elektryczność w śniegu,
gdzie spływają pociągi czarne jak testament.

Tamci krzyczą "Asperges!", w gardłach więdną kwiaty,
patrzyłem w ich języki zarośnięte bluszczem,
gotowe przyjąć pocisk, modlić się za dusze,
zszedłem aż pod ich skórę, nadszedł czas zapłaty.

Widzisz, co narobili ci panowie w paltach,
najpierw zdarli mgłę z kolan i siedli za stołem,
gdy tłukli mnie po szczękach, na wyrwanych kartkach

szkicowałem śmierć gniewu, ściskany za czoło
jak na obrazach Goi, wtedy przyszłaś z parku:
spójrz tu, proszę, kochanie - krwawię już popiołem.

29.02-2.03.2008r.