Thursday, August 6, 2009

Spowiedź Albrechta Dürera


Sonet.

Z cyklu: SOLILOKWIA

Przebacz mi, ojcze, popłoch, mówię we wzruszeniu,
spotkałem antychrysta na rynku w Bazylei,
fantom ubrany w ornat, pod wieczór w kościele
zdradził mi tajemnicę - umrę w zachwyceniu.

Szybko wyszedłem na skwer, zabity przez przestrzeń,
nicością otrupiały, w słońcu pinakotek
próbowałem się wieszać - pod gajem jak motyl
z trzepotem odrąbanym od skrzydeł na deszczu.

W jednej chwili pojąłem, że jestem mesjaszem,
tym z grawiur i z podmiejskich procesji złotników,
jestem grozą żelaza, Nazaret skrzydlatym,

tak powstał autoportret z ziaren i ogników,
rozplotłem włosy, ojcze, z wściekłością zatraty,
zalałem twarz werniksem i czekałem świtu.

Łeba, 6.08.2009r.

Wednesday, August 5, 2009

Modlitwa do Egona Schiele


Sonet.

Z cyklu: SOLILOKWIA

Mały bożku szkarlatyn, trujący Hermesie,
zasadźco drapieżników, korzeniu dynastii,
chciałbym wielbić cię w ciszy, daj mi imię, nazwij,
będę twoją nagością, lecz zostaw mnie wreszcie.

Odejdziesz, kiedy powiem, że jesteś jak pająk
w ubraniach moich bliskich, nie zaprotestujesz,
bo w głosie poznasz groźbę, sto słońc zawiruje
jak w Fatimie, nóż wepchnę w twoją świętą radość.

Pasterzu, centurionie, modlę się do ciebie,
choć zdradziłeś kapłana, on w tobie przeżyje,
zamaluję, Egonie, wiekuisty szczepie,

płótna twoje w kawiarniach i akty jak żmije,
za wszystko zmówię kadysz, taki, który krzepnąc
na proszku twoich bioder, w końcu cię zabije.

Łeba, 5.08.2009r.

Wyznanie Anny Friede


Sonet.

Z cyklu: SOLILOKWIA

Ja, Anna, z wielkim żarem wychowałam córkę,
na niebie scyzoryków związałam jej warkocz,
Anna Friede, Belgijka, akuszer i Parka
zbiegła właśnie z Hadesu-Sachsenhausen truchtem.

Anno, święta salowo, obozowa Chloe,
coś rozcinała martwych, zmiłuj się nad nami,

będą się do mnie modlić za dnia nad zwłokami,
zbudują cielca z brązu przed spalonym zborem.

Anna Friede, wciąż młoda wdowa i akuszer,
Monachium, czwarty sierpnia, sen mdły jak smak żyta,
wychodzę, by wymodlić z bogów twoją duszę,

na Marketplatz psy skomlą, zagryzły noc, świta,
czas mija, więc zdradź swoją największą pokusę
mi, Annie Roztańczonej krwią świętego Wita.

Łeba, 4.08.2009r.

Wednesday, July 8, 2009

Paul Gauguin


dziś powstanie pierwszy malajski psalm
napisze go niewolnik etosu i katatonik
ci wszyscy paryscy komedianci
nędzne tłuczone szkło placu pigalle
wreszcie zachrzęści od światłocienia

ciepła stela polinezyjskiego lata
pierwsze poczęcie dębów
i sanhedryn huraganów
płaskorzeźba parujących noży
z drzewa cedrowego

przenieść to do gabinetu
złożyć pocałunek na stereoskopie
ciemnymi trzcinami rozciętej dłoni
skropić gościom ryby z migdałami

na kolację poprosić panią ginoux

8.07.2009r.

Tuesday, July 7, 2009

Senność


gdyby maksymilian robespierre
żył w czasach w których spalono
jeden z moich ostatnich pejzaży
być może zdołałby wyrwać ze mnie
wszystkie moje ciała

krew na szafocie byłaby tylko
pamiątką świętych drgawek
imię eleonora kojarzyłoby się
z przestrzenią którą sokół
wydziera naszym tułowiom

jeśliby ścięto go
obok mojego domu
w lasku brzozowym
pełnym cieni i nasion
postawiłbym kościół
ku czci świętych pańskich

światło wyciekłoby z abażuru
żółtą mąką charkotu

wosk wszystkich plaż świata
nie zostałby wygaszony

6-7.07.2009r.

Friday, June 26, 2009

Lamentacje


Piotrowi Matywieckiemu

boże oto twoje ukochane miasteczko
zaludnione krwią i karakonami
na rondzie mistrza z canterbury
właśnie zderzają się dwa samochody
rodzina imigrantów z czeczenii
podróżująca zieloną toyotą
i opel prokuratora chorego na raka

chciałbym zobaczyć wysuwającą się
z wywietrznika rękę z sygnetem
odpowiedniej instancji
i usłyszeć wrzask folii ciała
rozkładanej i składanej na korpus

widzę tylko słońce rozgrzane
od równikowych pasatów
i jakobińskie powietrze pocięte
toccatą graną przez nieżyjących

johann sebastian bach zrywa
kogutowi głowę nienaostrzonym
toporkiem prokurator krztusi się
od benzyny mój metaliczny

boże

boję się ołowiu wcieranego
jak maść przeciwgruźlicza

w skórę

26.06.2009r.

Tuesday, June 9, 2009

Ikonostas


jorge przedstaw się państwu
opowiedz o swoich narodzinach
i o tym jak wpadłeś do zbiornika
by umrzeć prędzej od ojca

który i tak cię nie przeżył
wtedy wymiotowałeś wodą
a na małych wioskach
ze śliny i promieni
(nie zapomnę synku)
zachodziło w rzekę
słońce z twoich torsji

mój mały jęczmienny jorge
kiedyś pisałam litanie
a gdybym tamtej jesieni
nie spadła z wieży pod sośniną
miałbyś dziś może własny apokryf

cóż syneczku
wysłannik ma to do siebie
że jest przezroczysty
bądź zatem wychłodzony
i przedstaw się państwu

będę czekać na ciebie
na miodowej równinie
ja dwuoka madonna
(pięć minut po południu)
w kapturze z greckich liter

9.06.2009r.