Wednesday, August 17, 2011

Parę słów o czułości


We wtorek, 23 sierpnia o godz. 17.30 zapraszamy do Filii nr 2 WiMBP - Biblioteki Oliwskiej, w której odbędzie się niecodzienny dwugłos poetycki pod tytułem: Parę słów o czułości.

W spotkaniu wezmą udział: Karol Samsel z tomikiem Dormitoria oraz Jerzy Beniamin Zimny - poeta, krytyk literacki. Spotkanie poprowadzi i o autorach opowie Gabriela Szubstarska.

Serdecznie zapraszamy.

Gdańsk - Parę słów o czułości

Wednesday, August 3, 2011

Rhode Island


Nieśmiertelne
z niechęcią daje się zedrzeć
z tego, co śmiertelne.

R. Lowell

Woda nie odpowiada. Nad domami jasność
i jest już prawie pewne – umrę niewidzący
z dala od tych wybrzeży: są odrażające,
kępy trawy i gliny okrwawiają światło.

Czytasz wiersze Audena, myślę, że to już zmierzch,
widziałem wszystko, Harriet. Przemyślałem czułość,
noc w motelu w Woonsocket, ciemność nad półkulą,
jaspis i makabreskę. Tyle wyznaczył jęk.

Nie przenieśli w nas świata. Tylko plątaninę
schnących łusek i drewna. Pył, chalcedon i jazz.
Nie jesteśmy już dziećmi. Ktoś usłyszał drwinę

w naszym złamanym szepcie i powiedział, że jest
w nim zbyt wiele przestrzeni. Pytasz go o imię,
ono wystarczy, Harriet. Wystarczy. Oszczędź mnie.

Kołobrzeg, 3.08.2011r.

Monday, August 1, 2011

Delaware


Cóż gorszego jak słyszeć płacz
późno zrodzonego dziecka?

R. Lowell

Byłem okiem snycerza i nie rozumiałem,
że pod gazą batystu wszystko, co umkliwe
przędza stopiła w szylkret, oddaliła wniwecz
kanwy spięte w mandorlę przenikliwym ciałem.

Łatwo można mnie było uczyć śpiewu przedmieść,
połowu ryb w Wilmington, wersów Odysei,
spod dachu Sorensenów - dźwięk zbitej kamei,
gdy spadłem z wysokości modlitwy powszedniej.

Boże, przebacz – mówiłem – okłamałem wszystkich,
na znak dany przez bogów wbiegłem do królestwa,
szukając Penelopy wśród zabitych mistrzyń,

podmywanych ogrodów. Resztki rąk jak przęsła,
szczątki dłuta – skrzepliny. Ananke świetlista
ciemniała w oceanie. Wiotka. Czarnoksięska.

Kołobrzeg, 1.08.2011r.

Wednesday, July 27, 2011

Cape Cod


Byłeś żywy. Jesteś umarły.
Zazwyczaj wygrywałeś -
nieporuszony jak jaszczurka w słońcu.


R. Lowell

Czas tak nieobojętny, ulewa nad Princeton,
mówią, że gdyby krzyczeć, głos utonie w echu,
światła straży przybrzeżnej krwią ściętą w oddechu
barwią smugi na wodzie. Żal, koncert i otchłań.

Nie wiem, Glorio, czy stać nas na nietkniętą przestrzeń,
jesteś ledwie pogłosem wielkiej kanonady,
nieprzeliczone są dni, w nich to, co zajadle
chce nas tylko dla siebie, zbliża się niespiesznie.

Boję się, że to koniec, obezwładni, Glorio,
nas ten sam pocieszyciel. Choć byłaś ostrożna
i nie obwiodłaś ciała dziękczynieniem, morion

odnajdzie cię nad ranem w jaśniejących złożach
rozłupanych latarni, dotrzesz zbyt wysoko
i powrócisz zbyt późno. Pod tobą bezdroża.

27.07.2011r.

Friday, July 22, 2011

Nantucket


Twój duch wiódł gdzieś najwyższe życie;
żadne miejsce zestawione z tamtym nie znaczy nic.

R. Lowell

Zaśnij, moja litości, zaśnij w tym miasteczku,
odpocznij przed stadniną, w salach Atlanticu,
pod wieczystą powierzchnią białą jak lastryko
albo w łoskocie jachtów trzaskających w deszczu.

Czasem wstępuje we mnie całkiem inna przepaść.
To sztuczka wniebowziętych, los upodobnionych –
szepczą ci, którzy widzą, jak związuję strony
w jednym popręgu ziemi aż wyrasta blekot.

To przecież arabeska – mówię niewierzącym –
krótkie zdanie kroniki, tylko upomnienie.
Ktoś wyrzuca mnie z portu głosem zsypującym

wszystkie moje pamiątki do moździerzy. Nie ma
i nie będzie lekarzy, tabletek conocnych,
nie wybielą nas flesze, nie uleczy ziemia.

23.07.2011r.

Wednesday, July 20, 2011

Literatki


Modrzewiowe korony są poematem trudnym do zaakceptowania. Bardzo szybko w trakcie lektury okazują się czymś na podobieństwo zdeformowanego eposu, jedynym stałym punktem tej opowieści jest bowiem ego – czyli ta, która wypowiadając odpowiednie inkantacje, doprowadza do przesunięcia i rozbicia znaczeń, zwana modrzewiową królową. Błazna, arlekina, jurodiwego, wariata-egoistę jesteśmy w stanie znieść, o ile ich śmiech dotrze do nas w odpowiednich okolicznościach. Co jednak, gdy błazen ów odtrąca kontekst, który mu przeznaczono, przekreśla horyzont błazenady stworzony dla niego przez instytucję i chce wtargnąć do naszych świątyń? Czyż nie zabijamy go w obronie własnej? Jak rzezimieszka, który atakowałby nasz dom w środku nocy?

Logos i przemoc

Ex-hibeo. To znaczy: „przy-stawiać”, „przy-bliżać” ku sobie samemu. Zapełniać sobą przestrzeń oddzielenia cudzego „ja”: subtelnie, w powolnych stadiach, w przemyślanych czynnościach i płynnie projektowanym ruchu. Ex-hibeo. To znaczy: oswajać. W tym źródłowym znaczeniu czasownik ów nie znaczy niczego innego poza wiązaniem fundamentu relacji głęboko przyjacielskiej. W tym właśnie pierwotnym rozumieniu pojęcia ekshibicji, najnowszy tomik Anny Janko jawi się jako najbardziej ekshibicjonistyczny z jej dotychczas wydanych publikacji. Bo – jak zdaje sobie z tego sprawę bohaterka tomiku – „przy-bliżać” nie znaczy „prze-nikać”, „prze-nikanie” bowiem jest wyrzeczeniem się etyczności „przy-bliżeń”.

Niech mnie ktoś zapamięta

W Podziemnych motylach zdarzają się konfundujące czytelnika sytuacje, w których narracja poetycka autora zdaje się co najmniej religijnie przerafinowana. Wskutek wysubtelnień i wyostrzeń, zbyt jednoznacznych, jak mi się wydaje, zanika sam dramat zejścia do podziemia małego miasteczka. Bóg jeden wie, jak bardzo brakuje tu czasem dantejskiej katabazy. Bo – godne to zastanowienia – czy dramat eterycznych owadów mógłby kiedykolwiek równać się dramatowi brutalnego Ugolina?

Hades w małym miasteczku

Także: inne recenzje.

Friday, July 15, 2011

Tekstualia nr 2 (25) 2011


Dojmująca bezradność. Tak zapewne można by ująć nastrój panujący współcześnie w związku z problemem egzegezy metafizycznej tradycji literackiej. Konsternację wywołaną utworami metafizycznymi zwiększa to, że literacka kultura ponowoczesna nie wykształciła w żadnej mierze autorskiej hermeneutyki metafizyki literackiej. Uruchomienie kodu psychoanalitycznego lub egzystencjalistycznego w lekturze tego typu wydaje się wyłącznie zabiegiem omownym, poszerzającym raczej dziedzinę interpretacji niż precyzującym krąg alternatywnych referencji dzieła literackiego. W XXI wieku napisanie takiego dzieła jak Święty Genet Jean-Paula Sartre’a wydaje się niemożliwe. To, co w efekcie – jako przykład metafizyki literackiej – staje się postmodernistycznym przedmiotem wglądu, to dzieło postmetafizyczne: asystemowe, otwarte i ezoteryczne, a tym samym – nieadekwatne wobec konceptycznej strategii literackiej. Konceptyczny wymiar metafizyki w obrębie postmetafizyki ulega redukcji na rzecz opisu w ramach ontologii dzieła nieskończonego. Dawne przedmioty literatury metafizycznej: haecceitas i quidditas, niezróżnicowane, zostają włączone w bieg Heideggerowskiej alethei, nowego tematu i nowej przestrzeni tekstowej dla metafizyki.

Czym jest metafizyczne? O współczesnej poezji metafizycznej jako systemie i przekładzie